Wednesday, August 07, 2013

New Course of Action

Desperate Times wygrywa dla mnie dokladnie wszystkim - energia, stylowka, szczeroscia i sila zniszczenia. Wiedzac ile serca w tym siedzi i czym jest ten zespol dla poszczegolnych czlonkow raduje mi sie serce wiedzac, ze mimo przeciwnosci wszelakich dalej pra naprzod. 
Nagrany kilka miesiecy temu nowy singiel utwierdza mnie tylko w przekonaniu, ze DT zasluguje na wszelka uwage. Na ziemi rodzimej i poza nia. Z nowym skladem doszlifowali styl z poprzedniej plyty "Hard Target" i choc mniej jest tu ewidentnych wplywow, nowojorski core jest tu zywszy niz ci sie moze wydawac. Niszczace intro plus cztery solidne kawalki - talent, pomysl i znakomite wykonanie. Brzmi naturalnie i wszystko w tym wydawnictwie wydaje sie na miejscu. Pre-ordery pojawily sie kilka dni temu i jesli ta plyta nie sprzeda sie na pniu to strace wiare w PLHC. 
Z Kajtkiem znamy sie nie od dzis. Wiadoma sprawa, ze kocham chlopa jak brata i zadna tajemnica nie jest, ze wspieram te jego projekciki od Neurastenii przez Feel Like Shit do DT. Namowilem go na mala spowiedz. Gada o wszystkim tylko nie o dupie Maryny. Powazny przy tym jakis... Cos musi byc na rzeczy. 


- Co zmienilo sie w DT od czasu pierwszej epy a o czym powinno sie wiedziec?
Od wydania Hard Target zmeiniło sie raczej duzo.Największej zmianie uległ skład. W zasadzie to z HT pozostałem ja i Rafał-guit. Kuba (guit) z Darkiem (dr) grali w zasadzie ostatnie 2 gigi podczas promocji Hard Target ale tak naprawde odcisneli mocniej swoją obecnośc na najnowszej epie New Course Of Action. Radek(vox) doszedł do zespołu pod koniec 2012 i od początku miał spory wpływ na nowy materiał. Radek to weteran HC wschodniej Polski. Grał wczesniej w takich bendach jak IN HELL i jeszcze pare projektów ale to juz bardzej w USA.

- Nowy sigiel jest nagrany I powedrowal do tloczni. Czy zaskoczy nas wiec nowe oblicze DT?
Tak jak mówiłem wczesniej Radek dał dużo dla zespołu swoim wocalem i charakterem ale też bardzo duży wpływ na obecne oblicze miał Kuba, który dodał na maxa świerzej krwi zachowując przy tym pewien styl ,który był wczesniej odczuwalny w DT. Darek to maszyna wojenna na bębnach...Na pewno nowy materiał jest najbardziej dojrzały w dotychczasowej działalności DT. Myslę, że będzie się to rozwijać w tym kierunku muzycznym i textowym, który aktualnie próbujemy ukształtować.
 - Jakiego asa trzyma w rekawie DT na przyszlosc?
W zasadzie nie mamy wielkiego planu ani tez nie chcemy w przyszłości nikogo czyms zaskoczyć. Ten zespół działa na zasadzie spotkania z kumplami, wspólnego pogrania, dobrej zabawy, miłości do hardcore a finałem tego jest własnie nagranie takiego materiału jak New Course Of Action. Nie ścigamy się w tej dziedzinie z nikim. Mamy juz swoje lata więc do życia podchodzimy na własny sposób. Nawet w textach DT nie chcemy nakazywać młodym ludziom jak mają żyć i postępować. Bardziej zwracamy uwagę na własne przemyslenia i błędy..
 - Jaki jest sens robic zespol HC w PL?
Zawsze jest sens robić tego typu zespoły. Tak uważam. Jeżeli kochasz hardcore i w niego wierzysz ale podchodzisz do tego w sposób naturalny bez chujowego lansu czy chęci bycia popularnym to zawsze znajdę sens na zrobienie nowego zespołu.To mnie zawsze napędza. Jeżeli moi kumple robią właśnie zespół a znajdę czas aby im w tym pomóc to na bank mogą na mnie liczyć. Oczywiście muszę się jarac tą pakietą i widzieć sens robienia tego...
Często jednak zauważam, że ludzie blazują się zespołami z PL. Zespół pogra sezon i traci zainteresowanie. Troche chujowo wygląda jak to następuje a jest to bardzo często zauważalne. Ludzie robiąc taki zespół wkładają w to duzo serducha i żal czasem gardło sciska jak to widzę. Wtedy nasuwa się takie przemyslenie, na cholere to robić... Myslę, że zawsze jest sens robic hc zespół w PL. Zawsze się znajdzie garstka kumpli, którzy bedą ciebie wspierać a sam jeżeli nie będziesz miał wybujałych oczekiwań od tego co robisz tylko świetną frajdę i serce to zawsze będzie to coś co będzie mnie kręcić.

- Jaki jest Twoj ulubiony kawalek Nowej Drogi?
He,he.... Znowu Nowa Droga. Ale się to za mną ciągnie. OK,mój najbardziej ulubiony kawałek Nowej Drogi to song DWA ŚWIATY. Textowo i muzycznie był ostanim kawałkiem Nowej Drogi jaki został zrobiony. Szkoda tylko, że cały ten materiał został zrealizowany i zmarnowany w chujowym studio. Straciło to cały swój charakter i urok jaki miała Nowa Droga. Miło wspominam ten okres.



...Ja milo wspominam, jak mi wyslales plakat Neurastenii ze zdjeciem z Majdanka. Albo jak dales mi kasete z nagrana Homomilitia z Lublina i z zespolem na K na drugiej stronie. W kazdym razie, New Course of Action 7"EP wychodzi na tygodniach i nie ma absolutnie zadnego powodu, zeby tego nie kupic. DT to hardcore jakiego ze swieca mozna szukac w Europie. Wcale nie przesadzam. Uderzaj do Ratel i Last Warning Records. Nie badz ciapa. 

Crumbsuckers

Zdecydowanie jeden z najciekawszych crossover'owych hord, ktore znam. Polaczyli metal, hc i cala mase szalonych pomyslow wykonczajac tworzac niepowtarzalny mix. Panie i panowie, Crumbsuckers.


Too loud for the crowd

Zaden europejski zespol metalowy nie dal mi takiego kopa w dzieciecy tylek jak Venom. Kupujac w ksiegarni muzycznej Eine Kleine Nachtmusic nie wiedzialem chyba w co sie pcham. Do tej pory ten koncert pozostaje jednym z moich ulubionych live albumow prawdopodobnie glownie to dzieki wrazeniu jaki zostawil na mojej mlodzienczej milosci do halasu. Mialem wrazenie, ze Venom to cos wiecej niz zespol. 
Waaaaaarhead!

Monday, August 05, 2013

Melting Away

 The things we had are melting
away like ice you once were solid but the heat
of the moment melts you away
Ressurection

Texas was the reason

Jeden z tylko kilku reprezentantow plodnego gatunku emocjonalnego hc, ktore w latach 90'tych zawladnely sercami dorastajacych hardcore'owcow a ktory ja sam sluchalem stosunkowo czasto. To pewnie tez troche przez "ex-czlonkow" innych projektow jakie cenilem i cenie po dzis dzien wysoko w swoich prywatnych notowaniach. Niemniej Texas Is The Reason mial w sobie wystarczajaco uroku, zeby mnie nim ujac.
TITR zagral swoje ostatnie po zeszlorocznym zmarchwystaniu koncerty i tak los chcial, ze finalna data byl londynski gig wczorajszego wieczora. Zgromadzone 1200 osob gdzie srednia to okolo 35 lat mialo przez godzine sporo radochy polaczanej zapewnie z nostalgia i mowiac szczerze trudno w tym miejscu bylo o lepsze przyjecie. TITR dostali wystarczajaco duzo milosci w Londynie, zeby zejsc ze sceny szczeliwi.
Dobry wieczor. Dobry koncert. Ciesze sie, ze moglem zobaczyc tych 4 panow w wysmienitej formie.



Friday, August 02, 2013

Wracamy bo chcemy i mozemy.

Czemu nie. Mike Ferraro pakuje wlasnie plecak przez wyjazdem do na Niemieckie koncerty odnowionego Judge, Carcass wydaje elegancka plyte, coraz wiecej wpada mi w rece syfu z napisem "kultowe", nikt nikogo nie chce juz nawet krytykowac i wciaz kochamy jak nas Chain w konia robi. Jest wiec o czym pisac.
HC ma sie generalnie dobrze jak tylko lordowskie oczy padaja w odpowiednim kierunku.
Wiecej juz niebawem.

Friday, July 15, 2011

Esencja drugiej polowy 2011

jako, ze druga polowa 2011 szykuje sie dosc mocno pozwole sobie podkreslic to temacikiem nawiazujacym.
szykujemy sie z projektami, ktore mam nadzieje zawladna sercami slowanskiej i nie tylko braci. bada plyty, ziny i inne duperele ale nic co obnizy nasze loty.

TREMORS "Island Songs" EP poszlo do druku. winno byc gotowe na ich sierpniowa trase. jesli nie wiesz co to Tremors radze sprawdzic http://www.tremorshardcore.com bo to solidny napierdol. mam cudowne wrazenie, ze to ma klimat Void roku 2011tego. wspanialy hardcore punk, z pazurem, ktorego brakuje setkom podobnych zesplow. nie moge sie doczekac az to cacko wyplynie na ulice.

INHERIT EP jest skonczone i o ile nie wiem kto bedzie glownym wydawca to wiem, ze The Essence przylozy do tego lape w takiej czy innej formie. 4 kawalki, ktore mocno nawiazuja do thrashu z nowego jorku i lat 90tych. Inspiracje od Mags, przez Leeway i Crumbsuckers do Testament i Nuclear Assault. Czlonkowie Dirty Money, Cold Snap, Lightbringer i JMP.
singiel wychodzi koncem wakacji.

THE ESSENCE only the strong 2011 7"EP. 20 lat temu Victory wydalo plyte, ktora ruszyla moje mlode serce - Even Score, Insight, Confront, Face Value, Meanstreak i Integrity. Kazdy kawalek to tutaj hit. nie ma nic w tej kompilacji slabego bo wszystko od jej projektu, przez grafike do zespolow rozpierdala mnie na plasterki. po dzis dzien jestem swiecie przekonany, ze to doskonaly siedmiocalowy hc skladak.
w holdzie wielkim i nawiazujac do tego ducha wyciagamy na stol prawdziwy topor slowianski - 4 hordy, ktore zgladza Twoje uszy. nowe kawalki nagrywaja Pain Runs Deep, Iron 2 Gold i Desperate Times. swoj debiut bedzie mial tu tez Time Is The Ruler. dolozymy staran, zeby ta plyta miala wyjatkowy charakter.

DESPERATE TIMES przygotowuje amunicje na swoj winylowy debiut. wszystko co teraz od nich slysze to Matt Henderson i One Voice AF. nie nalezy sie spodziewac transexualnych dzwiekow. 7" bedzie wydane w kooperacji z Last Warning Recs.

do konca roku wyjdzie tez The Essence zine. materialy nazbierane ale czasu malo. zbiore wszystko i wypuscimy na rynek obrazoburczy periodyk na miesiacach.
do tego moze beda jakies kolaboracje, projekciki i innego pierdoly, ktore mozliwe, ze nigdy nie wypala.

linki do sprawdzenia:
http://www.theessencehc.com - oficjalnie
http://www.theessencehc.blogspot.com - blog o milosci
http://www.theessence.tumblr.com - zdjecia nagich dziewczat
http://www.theessence.bigcartel.com - sklep z bielizna
http://www.facebook.com/pages/The-Essence/140331249328820?ref=ts - strona dla nerdow

Thursday, July 14, 2011

Inherit

Moj pomysl na ten zespol zrodzil sie w momencie, kiedy HC przybieral dziwne formy i niekoniecznie cieszylem sie tym tak bardzo jak bym sobie zyczyl. Richard byl gosciem, ktory mogl odczuwac to samo co i ja a ze wiedzialem o jego zdolnosciach na gitarce zagadalem go czy by nie mial ochoty sieknac paru riffow w duchu lat przeszlych. Zabralo nam kilka lat zeby ruszyc ten projekt z miejsca. Narzucajac sobie dosc wysokie standartd napotkalismy kilka srogich problemow ze skladem glownie w kwestii perkusisty. Bycie edge i talent do nabijania odpowiednich bitow nie ida w parze ze czesto. Wiec odbijalismy sie od jednego pomyslu do drugiego ostatecznie ukladajac ten zespol w stan smierci klinicznej. Rozpady kilku zespolow z UK daly nam nowe perspektywy. W przeciagu kilku miesiacy rozpadly sie Dirty Money i Cold Snap wystawiajac jak na tacy Dave'a, ktory gra z Richem rowniez w Lightbringer. We trzech robimy kawalki, ktore mocno nawiazuja do starego klasycznego thrashu wymixowanego z NY HC ale wszystko ma zdecydowanie nowy twist. Wchodzac do studia nie mamy planu wiekszego niz po prostu solidnie nagrac mocny material, ktory bedzie nas cieszyc. Instrumenty nagrywamy w UK i wraz surowymi trakami pakuje sie do studia Damiana PRD (Greenfarm Studio) i z owym nagrywam wokale. Calosc leci do Wojtasa Lange, ktory podejmuje sie mixow bo chlop wie co zrobic zeby to co chcemy nie wpadalo a nurt dzisiejszych brzmien. Interesowalo nas retro ale bez blazenady. I udalo sie. Brzmi jak brzmi i jestesmy zadowoleni.
Do pakiety dolacza Roman (Dirty Money/Cold Snap) i mamy czterech typow, ktorzy maja podobna wizje core'a i cenia sobie style zapomniane.
Inherit EP. Cztery kawalki. Crossover. Straight Edge. Ludzie rzucaja w nas nazwami, ktore nawet nam nie przychodzily do glowy robiac ten material. Ostatecznie - kazdy slyszy co slyszec chce... Dla mnie to caly czas hardcore. Mocny, w ryja i z przekazem.
Plyta ukaze sie do konca wakacji. Wydawca nie jest jeszcze potwierdzony ale jestesmy blizej niz dalej. Jesli ktos ma ochote sprawdzic co robimy to mamy linki do www, FB, bandcamp i innych mediow. Koncerty jeszcze tego lata. Nalot na Polske jeszcze tej jesieni.

Saturday, May 07, 2011

Armed with a new sound

I znowu Absolution. Plyta na ukonczeniu wiec zespol publikuje nowa wersje Armed With Anger i brzmi to jak dla mnie bardzo dobrze. Maja nowy profile na FB a kawalka mozna posluchac tutaj. Trzymam kciuki. Oby reszta byla rownie dobra.

Wednesday, April 13, 2011

Faith | Void

Czy myslisz czasem, ze splity, kompilacje i inne zbieranki to zwykle niewypaly? Zwykle jest tak, ze jedna strona jak mocna a druga do smieci lub a/ i b/ sa znosne a reszta to jakas wypchajdziura. Zdecydowana wiekszosc hc splitow, ktore wyladowaly w moich rekach zostawialy po sobie niesmak i pytanie w mojej glowie: " na cholere bylo laczyc x i y".

You're x'ed - take 3.
Faith/Void. Plyta, ktora ustawila poprzeczke za wysoko, wyzej niz ktokolwiek moglby doskoczyc. Dwa mlode zespoly, ktore laczyl znakomity klimat - agresja, drapieznosc, surowy hardcore i Dischord. Nie ukryje tu faktu, ze mozliwosc trzymania tej plyty zawdzieczam tylko i wylacznie Fakirowi, ktory pozyczyl mi jej w ok 90 roku. Byl taki czas, ludzie pozyczali sobie winyle i Dario swoja wspanialomyslnoscia oddal w moje rece te 12". Dobry z niego facet. Nie ma co.

Wiec co my tu mamy? Faith to zespol mlodego McKey'a i nie daleko pada tu jabluszko. Ta strona ma w sobie sporo pozniejszego Minor Threat. Z wokalem Iana moglym spokojnie potraktowac to jak zagubiona sesje MT. Wiele klasykow na tej stronie. "You're x'ed" pozostanie moim ulubionym. Za to Void poraza troche maniakalnym klimatem. Jest wscielky i szalony. Sluchajac tego zawsze mialem wrazenie, ze wokalizer byl pierdolniety. W dobie youtube latwo to zweryfikowac..."Think" ma szybkosc i drapiernosc jaka nie sposob zignorowac. Kawalki takie jak "My Rules" ciachaja na plasterki i efektywnie staly sie wzorem dla wielu zespolow lacznie z calym wczesnym Nowym Jorkiem.

Ta plyta to w moich oczach doskonaly split, gdzie obie strony pasuja do siebie idealnie. To dwanascie cali czystej mlodzienczej wscieklosci i ekspresji, ktorej nie sposob podrobic. Produkt bardzo okreslonego czasu i miejsca, ktory zdaje probe czasu bez zadnych sentymentalnych naciagan. Ta plyta to elementarna wiedza o hardcore.

Monday, April 11, 2011

Revelation Record Store Day

Jak co roku rowniez i w 2011 Record Store Day wspierany jest przez (bardziej lub mniej) niezalezne wytwornie. Revelation wypuscilo w tamtym roku wznowienie singla Sick Of It All, ktore rozeszlo sie niezwykle szybko. Teraz ukazuje sie pakiet trzech wspanialych plyt, ktore kazde na swoj sposob zmienilo hardcore wczesnych lat 90tych. Ladne, wyrazne kolory. Poczekam wiec do soboty z nadzieja, ze dopadne swoje kopie w walce pod jednym ze sklepow i nie bede musial spodlic sie w tym wypadku eBay'em bo czegos gdzies mi zabraknie.

Friday, April 08, 2011

Armed with anger

Absolution rozpoczelo proby i przygotowania do nadchodzacych koncertow. Ich 7" wyjdzie prawdopodobnie w wakacje w Wardance i jako, ze pisza nowe rzeczy mozliwe jest rowniez 12". Mniam.

State Of Mind

State Of Mind gra juz ladne pare lat ale z jakiegos powodu jest aktywne jakby troche z boku. Mam i na to swoja teorie ale bede sie trzymac faktow. Nagrali kilka rzeczy i generalnie wszystko co do tej pory robili bylo na wysokim poziomie. Przyznaje, ze przez dluzszy czas mialem troche wrazenie jakby sie troche sie miotali szukajac wlasnej drogi. Nowojorskie inspiracje byly zawsze ewidentne ale stylo byl to troche misz-masz. Zmieniam zdanie od ich ostatniej produkcji - czuje, ze wchodza w bardziej okreslone rejony a ich wlasny groove jest duzo bardziej czytelny.
Emile, ktory tam spiewa to jeden z sympatyczniejszych gosci, ktorych wyplula europejska scena. Core go kreci nie od zeszlego sezonu na truskawki i nasze gusta zbiegaja sie bardzo czesto. Gosc owy przyslal mi wlasnie sample z ich ostatnich nagran i slucha sie tego bardzo dobrze. Odwazna kontynuacja poprzedniej plyty. Nowy York i fajne zagrywki, ktore bujaja a caly czas pozostaja twarde. Czekam na ta plyte i namawiam do sprawdzenia tego co State Of Mind robi.

Burrito straight edge

Od czasu do czasu pojawiaja sie zespoly, ktore z miejsca przyciagaja uwage. Powody oczywiscie sa rozne. Zwykle bywa tak, ze ta uwaga nie wytrzymuje proby czasu i okazuje sie, ze caly dym wychodzil zaledwie z malego plomyka. Nie wiem jak bedzie w tym wypadku ale nie pamietam kiedy ostatnio slyszalem o czyms takim jak Minority Unit. Malo tego - nie pamietam, zebym widzial taki szal cial na pierwszym koncercie. Podoba mi sie.


To me it was an opportunity to get on stage, flip the fuck out, and send a message that I hold strongly. Minority Unit has 11 members all straight edge, all Mexican. A perk the band has is that all our sets are always fun because if one of us isn’t on stage we’re either singing along, in the air, or punching each other on the back of the heads. - Austin MU

Wednesday, April 06, 2011

You're only young once

Jedna z bardziej ciekawszych postaci, ktore pojawily sie w NYC przemawia po wielu, wielu latach. To rowniez kolejny i jeden z najlepszych wywiadow, ktore pojawily sie na Double Cross. Jules Side By Side. Oba jego zespoly pozostaja klasykami a to co i jak mowil ze sceny daje mi ciary na plecach. Charyzma. Olbrzymia charyzma.

Then Youth of Today hit it -- they had just come out (or were about to come out with) Can’t Close My Eyes. I had never heard them before. Tommy drummed for them after fronting Straight Ahead. He cut his hand at some point during the SA set, and he had a bloody rag around it while playing for YOT. It was killer. It was real, the pit was ferocious, the music was hard as nails, but on top of it all, it wasn’t political whining or trying to relive the old school – this _ _ _ _ was raw and I wanted in – these guys were pissed off at the same things I was. And, like Raybeez, these guys were approachable. Pete, Lou and Arman are some of the nicest guys you could ever meet. Craig Setari and Tommy Carroll were totally open and treated you like you’d been their friend for years. So, after that, I think I went to every CB’s matinee. I’d see these guys around and we’d hang out. Not only did I like their music, but I liked them. That was the first time as a teenager that I ever felt liked I "belonged" with any identifiable group.

Zapraszam do lektury na DC. Fajnie sie czyta i cos czuje, ze kolejne wpisy z tym wywiadem beda jeszcze lepsze.

Tuesday, March 22, 2011

The truth is absolute



Kolejny zespol, ktorego nigdy za duzo nie bedzie. O Worlds Collide pisalem tu wczesniej przy okazji jakiegos video, ktore wygrzebalem w sieci. Tym razem wyplynelo nastepne, ktorego wczesniej nie widzialem wiec nie omieszkam zapostowac i to cudo. Zespol owszem kradl riffy Metallici ale nigdy nie przestawal byc jednym z moich faworytow lat 90tych. Polecam poszukac, posluchac i poczytac teksty. Mocarny hord.

Thursday, March 17, 2011

They're back!


Nie przesadze wcale jesli powiem, ze Cappo trzyma poziom, ktory jest nie do okielznania dla setek wokalizerow, ktorych widzialem przez ostatnie blisko 25 lat mojego koncertowego zywota. Ponad 4 dychy na karku. Tak bede wygladal jak dorosne....

"I am a Lady Gaga fan, but don't feel guilty about it at all."

Z cala pewnoscia nigdy nie bylo, nie ma i nie bedzie takiego drugiego zespolu jak 108. W kazdym wymiarze to projekt, ktory wyskoczyl poza jakiekolwiek ramy, ktore obowiazywaly na scenie hardcore. Ich plyty interesuje mnie nieprzerwanie od wielu, wielu lat i co najwazniejsze - udalo im sie udowodnic, ze powrot na scenie nie wcale nie musi smierdziec kompleksami czy zalosnymi sentymentami.
Oto interesujacy i swiezy wywiad z Vic'iem aka Vraja. Polecam przeczytac calosc tutaj.


Vista: I wanted to ask you about not only the "Burning Fight" book, but also the "Burning Fight" book release show. What is your impression of the release show, as well as the book itself.

Vic: The show and book release were fabulous. There are only two books about hardcore which I've read which are any good, in my opinion. "Radio Silence",and "Burning Fight". I prefer "Burning Fight" because it has a focus that is much more relevant and meaningful to me. The show was an amazing concept, and all the people who attended it made it a really fantastic experience. On stage I said something like, "boys and girls, are you enjoying your field trip to the museum?", because to some extent it felt like a lot of acts were like museum displays, or that the atmosphere itself was museum-like..."Wow, look at that dinosaur, mommy! It's MOVING!". I was surprised though, how boring the newer bands were in comparison to the older bands. They looked really bored or something. Why? It was odd. The show itself was just WONDERFUL though, and I'm a pretty negative guy, so for me to say that is really something. I love Brian {Peterson} for being behind that book and show.

Vista: I want to ask you about the album, "Threefold Misery". In your memory, what was your mindset during this period, both musically and lyrically? It was really different that say, "Songs of Separation". Also, I remember being really surprised that "Threefold Misery" wasn't originally released on "Equal Vision Records". Years later obviously, Equal Vision re-released those entire recording sessions. Again, from your recollection, what went on during this entire period of time?

Vic: My mindset for that was, "this is that last thing I will ever do musically, so let's make it count". I wanted every single riff to be right on the nails. That was driving the record. Trivikrama was driving the record, too. It's just an extension of, "Songs of Separation" - It's just taking those riffs and chords from songs like, "Son of Nanda", or "Solitary", or what have you, and moving it forward in the evolutionary progress and sticking a more unpredictable drummer behind it. I guess it might be very good in one sense that we've had so many different drummers, it helps each record have a different tone. "Songs of Separation" was strict and clear cut because, {a} - Chris Daly was a very steady, solid, and clear cut drummer on that record and {b} - Don Fury, where we recorded it, was very by-the-numbers in his approach to recording. "Threefold Misery" was more psychedelic because, {a} - This is the first time you get Trivikrama on bass, on a 108 record. He is a human psychedelic. {b} - You get Matt Cross on drums who is more like an octopus, and {c} - We recorded with Brian...Brian, fuck I forget his last name, Brian from, Battery, Salad Days Studio. He was WAAAAAY more talented than Don Fury. It's ridiculous to even compare them. And he had a much more free-form and experimental approach to recording it. It came out on the European label for money reasons. We needed money really bad. Also, we needed the record to be out in Europe for our final tour.

Monday, March 14, 2011

Gentleman Ray

"I think the straight edge way of life is very smart. You could ask 20 different people about straight edge and you get 20 different explanations. My opinion is that being straight edge is mainly not drinking, not doing drugs and taking care of you body. Now you can talk to anybody else and they'll tell you straight edge is not eating meat, not smoking cigarettes, not having sex. I think it's a good thing if it stays to the point of taking care of your body. Cause believe me, I've been drug free for a year now and hopefully I'll stay drug free. I don't do it for the scene, I do it for me. I took a lot of shit my whole life, and I just don't wanted to die. I think there's a lot of people who are straight edge because it's a trend and I think that's it hard to really appreciate being drug free when you haven't been fucked up. I've done some things in my life where I could have sworn that you are the devil, I had a conversation with the devil, and then I wake up and I see it fade away and I had conversations with the devil, and I swear it was a real person. And you realize after you come out of the height: 'What the fuck!?' and that's scary you know. And I've been trough a lot of shit I've had people murdered in front of me and that's scary, cause you can't control it, cause it's in your mind. When you've had a conversation with the devil, and you can't break it from your mind, and you sit there like it's not real! it's not real! and you can't shake it from your mind. Once you're doing drugs you can't say 'stop it'. The drug infects your mind. It's fucked up man. It's why I am drug free. You know, the only thing I'm really scarred of in this world is Evil. I'm not into religion, Warzone is not about religion, I hate religion, but the bottom line is in this world, common sense will tell you - there's Good and there is Evil. I'm scarred of Evil man. A lot of shit happens, young babies get hit by cars, you know that's Evil man! People always say it's God, but it's not it's Evil. That's why I'm drug free, because drugs is a really bad thing. Nothing good ever came from doing drugs. But then again, honestly, you gotta do what you gotta do. I don't really care what anybody else does. What I'm saying is writing from my own experiences, and maybe people read it and they learn something of it. I don't preach, I have some good friends of mine that still do a lot of drugs, but I still care about them. I don't like people telling me what to do. When I did drugs and people told me to get drug free, I did more drugs, like 'fuck you, you're not telling me what to do!'. And the only reason I stopped is because of all that shit that happened in my, and I just couldn't take it no more. And I had some girls around me who really cared about me and they looked out. But I think too many bands preach, they tell you what the fuck to do. It could be any band. Fuck that shit, they're fucking assholes, you gotta do what you wanna do in your heart, and fuck the whole world. So if you drink and do drugs, as long as you're happy - it's cool, but there's a lot of people that read the lyrics about being drug-free and knowing that I've been fucked up, my problem was that I could do drugs and have still a lot of money in my pockets. Because in NYC, outside the band I have a good career. And when you do drugs and you get high and you still have money in your pocket, that was my problem. And everyone knows me, 'ah, Raybeez Warzone, come on you want some more drugs for free,' because I'm Raybeez Warzone, you know. Everyone wants to hang out with us so you get it for free and it works! That's why I stopped, cause it's not worth it. Cause there's a lot of people in the punkrock scene in NYC who look at you and see what you're doing for the movement and if you fucking die and fuck up, then what happens to Warzone? What happens to everything you tried to do, down the drain. So for me it's really the movement, there's more people that I am responsible for than myself. The same with Madball and Agnostic Front and other bands, if Freddy fucks up it's not Freddy, it's Madball, if Roger fucks up it's not Roger it's Agnostic Front, if Jimmy Gestapo fucks up it's not Jimmy, it's Murphy's Law. There's so much that's around me that I'm responsible for, it's really intense. And when I'm on stage I go crazy, (but not insane!) and when I'm on stage and I start talking stupid shit cause I'm drunk, you know, I'm not gonna listen to anybody who's drunk. The music may sound good, but what do you sing? A lot of bands they have good music, but the lyrics, they don't mean something. That's not Warzone, don't forget the struggle..."

Wednesday, March 09, 2011

Jah bless

Naturalnie czekam. "Build A Nation" mimo wszystko byla dobra produkcja. Prawdopodobnie bedzie lepiej niz na solowej plycie Derryla, na ktorej mowiac szczerze sie troche zawiodlem.


The iconic punk band Bad Brains will make an appearance for the first time in the band's career at SXSW 2011 at Van's Showcase at Emo's Main Room on March 16, 2011. Bassist Darryl Jenifer comments on the forthcoming experience: "There should be a SXSW in every city, everyday. Austin is a great music town with positive vibes."

The band is also pleased to announce that they have recently been holed up in NY with all original members working on new material for a 2011 release.

Nothing is conventional with Bad Brains, nor is the writing process. So, the band is jamming and reaching for something epic and different. "Stand by for the 'realist' we have ever written," continues Jennifer. The album is said to be channeling progressive elements and Megaforce Records expects the album to be released in late-summer 2011.

Considered to be the "holy grail" of punk rock, Bad Brains are one of the definitive American punk groups who garner the same respect as Sex Pistols, Black Flag, The Ramones and The Clash. Produced by long time fan, Adam Yauch (MCA of the Beastie Boys), the band's last album, Build A Nation, was a return to form for the band that helped define American Punk and Hardcore music. The album featured all the original members of the group: HR, Darryl Jenifer, Dr. Know and Earl Hudson.

Monday, March 07, 2011

Cappo dzisiaj


Interesujacy wywiad z Raghunathem wyladowal na blogu pewnego znajomka. Polecam bo to tresciwa lektura i pokazuje dzisiejsze oblicze tego na interesujacego jogina.

How do you connect discipline, health and spirituality?

Well you need discipline in order to have good health right? I can't just eat candy all day; I'm not going to be very healthy. In order to get good at anything actually you need discipline. Be it material well being or be it spirituality. You can't be just whimsical and get the same results. That's why in all systems of education there's a lot of discipline. You want to be a great acrobat, you want to be a great magician, you want to be a great photographer - you need discipline. If you want to get good at eating very well and doing detoxes or cleanses, you need a lot of discipline. Basically, the senses have to be curbed. You can't just whimsically follow your mind, your senses around. You have to understand what you want to be and work towards that. I think that's true of anything you study.

What does Youth of Today stand for in 2011?

Well, I don't really know. I'm not really in Youth of Today in 2011. We're just doing some reunion shows. I think it's probably made up of a bunch of guys who really like Youth of Today and playing songs for our fans. It was sort of like a seed for me of where I am today. Some of the songs I haven't sung in a while [and] when I sing them now, it reminds me of where my head was, at that time. I appreciate what I was going through and my struggles and my desire and my passions. I can definitely see how it sort of related to where I am today. I felt like I was fortunately on a good track with my life. You go back to the idea of wisdom literature. Those are the things I was blessed to be into at a young age. So that’s why Youth of Today, when I was 19 years old, it might have seemed a little precocious. Who's this 19 year old talking about control of your senses and discipline and what goes around comes around? It was because I was into books like that. I felt like if I could just read these books and write the words in a way that people could understand them, the lyrics would be timeless. I'm lucky I was into what I was into at a young age. Most people go through crazy 20s and it's only into their 30s when they realize, "man, I can't drink like this, I just gained 50 lbs in the last 10 years," or "I can't live like this anymore." At a time when I was 19- not drinking and vegetarian, at least back then, it was sort of a rare thing.
Nowadays, there are a lot of kids who are Straight Edge and into cleaning living. A lot of my peers were not into that. I got lucky because a lot of people waste their entire life with that and they only get at the time they turn 30 that they're still partying like they were when they were 19 that life's becomes sort of sad and they have to somehow reorganize their value or belief system. Anyways, even if you were Straight Edge you have to always check into your value system. That's one of the sort of foibles of the Straight Edge philosophy- that it wasn't so complete, it's just a basic map. Within that map, you have to sort of refine it if you want to escape some of the other illusions that life presents.

Tuesday, February 22, 2011

Fuel my fire!

Jesli ktos zna moje gusta i czyta ten glog to wie doskonale, ze moja milosc do Zero Tolerance nie zna granic. Gdzies we wczesniejszych postach znajdziecie wiecej informacji na temat tej legendy z Buffalo. Polecam poczytac bo to kryminalnie niedoceniony zespol.
The Essence laczy tu sily z Reaper Records, ktory wydal ten 7" w 2010 zeby udostepnic oryginalnie wydana na kasecie sesje "Fuel The Fire" w absurdalnie limitowanym nakladzie 100 sztuk na przezroczystym waxie. Nowa okladka, dodatkowe flyery i wszystko podane w typowym dla nas wysokim poziomie. Data wydania do potwierdzenia. Pracujemy nad grafika i detalami.
ZT live ze spiewajacymi czlonkami Snapcase.

Empowerment

Jak Niemiec chce to potrafi. To zwykle dobrzy rzemieslnicy choc gorzej u nich z inwencja tworcza. Czasem az boli slyszec jak dokladnie mozna skalkowac u naszych sasiadow to co amerykanskie. Momentami dochodzi do absurdow gdzie kopiuja samych siebie. Mimo wszystko, robia to zwykle na poziomie.
Empowerment to wzglednie nowy zespol ale zasilany przez bylych czlonkow dla przykladu Sidekick czy True Blue czyli gowniarzerki nie ma. Wiedza co i jak zrobic zeby dawalo sie przelknac. W klimacie swoim nie odchodza daleko od tego co robili tez wczesniej i echa wspomnianych zespolow pobrzmiewaja na ich demo co moment. Przypomina mi to troche tez Subzero, szczegolnie to wczesne, gdzie kawalki maja mocno nowojorski styl i zagrane sa z fajnych charakterkiem. Empowerement ujmuje mnie tez faktem, ze spiewaja po swojemu i tym samym nie ma katastrofy z akcentami a dodaje to im rownoczenie lokalnego uroku.
Maja demo i vinyl, ktory z tego co rozumiem jest wyprzedany. Podoba mi sie ten twor. Ma potencje.

Friday, February 11, 2011

Moby nie zapomina

Prawdopodobnie wiekszosc z Was wie, ze Moby ma korzenie w hc/punk. Byl czescia sceny w Connecticut, lazil do Anthrax (klub, nie zespol) i pogrywal w roznych zespolikach. Jeden z nich, Vatican Commando, gral wlasnie kolejny reunion koncert w ubieglym tygodniu. Moby reprezentuje twardy styl w slniaco bialej koszulce wspanialego Void. Klawy gosc. Zdjecie: Dan Rawe.

Thursday, February 10, 2011

[Krsna] Prema

Oto dzwieki, ktore moga zainteresowac tylko kilka osob na tym slowianskim padole. Dla tych kilku dla przypomnienia sklad dla mnie dosc wyjatkowy bo wyplywal w momencie kiedy ja sam przewartosciowywalem swoje wlasne zycie probujac szukac odpowiedzi na kilka pytan.

Jest 1991. Amerykanski hc zmienia swoje oblicze - nowe brzmienia, nowe kierunki, hardline, Hare Krsna i wszystko pomiedzy. Shelter przejezdza kontynent ze swoja pakieta bhaktow wywolujac panike w Maximum R'N'R, nerwy u innych i sporo entuzjazmu u nie malej czesci sceny. Raghunath aka Cappo Ray ma charyzme. Wie jak sprzedac co mu sie w glowie gromadzi. Lifestyle staje sie rownie wazny jak filozofia. Shelter gra koncerty a dzieciaki sie przylaczaja do tras. Mikey byl jednym z takich mlodych entuzjastow pochlonietych szukaniem odpowiedzi w naukach pogrzebanych w Wedach (czy moze po prostu nastolatkiem zafascynowanym czyms nowym).

O Concerned dowiedzialem sie z jakiegos zachodniego zina. Napisalem do nich swoim kalecznym angielskim probujac przekonac samego siebie, ze jego poziom w tamtym okresie mogl zmusic kogos chocby do ukonczenia czytania tego gwaltu na jezyku mi obcym nie mowiac juz o odpisywaniu. Umowmy sie - pewnie 7 na 10 moich listow ladowalo w smieciach. Nie dziwie sie zreszta wcale. Polska musiala brzmiec dla chamrykanow zbyt egzotycznie aby ich stan swiadomosci mogl ta egzotyke pojac a i forma mojej zaczepki listownej tez mogla dolewac oliwy do ognia.
Tym razem po kilku miesiacach dostalem jeden z najdluzszych listow, jakie listonosz dane mial mi doreczyc. Mikey byl tak wylewny, ze nie rozumialem 75% tego co tam napisal. Pobieglem wiec do kolezanki, zeby mi to przetlumaczyla wiezac gleboko, ze to poczatek wielkiej przyjazni. Okazalo sie, ze to cieply list przepelniony radocha przeplatana z historia jego mlodego zycia i Hare Krsna. Nie wiem ile on mogl miec lat. Na oko strzelam, ze cos jak ja.

W niedlugim czasie pozniej okazalo sie, ze Concerned zmienil nazwe na Prema i nagrwaja EP dla Equal Vision. Na wspomniany list nigdy nie odpisalem. Pewnie nie czulem sie na silach sprostowac przyjazni, ktora sie wlasnie rodzila (czytaj - nie potrafilem sklecic wiecej 5 zdan w zenujacej formie).

Prema nagrala "Pebble", ktore sluchalem regularnie i czesto w pewnym czasie. Kilka kawalkow, ktore wpadaly w ucho bedac przy tym troche inne niz reszta kapel na poczatku lat 90tych. Kilka lat pozniej dotarlo do mnie, ze te dzieciaki po prostu mialy talent.



Te video wyplynelo niedawno. Interesujace jest zobaczyc w jakim stanie znajduje sie hc w 92 roku w amerykanskich przedmiesciach. Wyglada to troche jak spotkanie po lekcjach, ktore przerodzilo sie w koncert. Mikey okazuje sie szalonym frontmanem a gitarzysta wlascicielem garderoby z odwazna zawartoscia (niech nawet nikt przekonuje, ze te pasiaste galoty mowia cos innego).

Wracam do Premy co jakis czas. Dalej lubie. Lacznie z ich awangardowa plyta, ktora wyszla kilka lat po singlu.

Govinda. Sri Radha Govinda Preme Sada Jena Bhasi. Krishna Prema.


Monday, February 07, 2011

Never ending game

Oczywiscie nie wszystko jest doskonale. Sa rzeczy, ktorych mi w hc dzisiaj brakuje. Dla przykladu oryginalnosci i tym samym odwagi w maczaniu swoich lap w czyms nowym czy po prostu odrobine innym. Pewnie, ze dobrze widziec i slyszec jest powielanie czy inspirowanie sie klasykiem ale jeszcze lepiej wiedziec, ze stac nas na choc odrobine wlasnej inwencji. Czy to w brzemiach, czy pomyslach czy moze samej ekspresji.
O Absolution juz tutaj bylo. Zbyt malo zeby zaznaczyc jak wyjatkowy zespol to byl. Szalenstwo, ktorym targaja te dzwieki ma odzwierciedlenie i riffach Gavina jak i w opentanym glosie Djinji. Okazja do tego posta jest tez taka, ze obaj panowie lacza sily zeby ponownie wejsc do studia oraz zagrac pare koncertow. Na scenie spotkali sie ostatnio pare razy w kondycji nader dobrej czego dowod mozecie znalezc tutaj. Zacieram rece i czekam na informacje.
Ten artykul ponizej byl napisany przez Brian's Bystander Fanzine...
Does this ever happen to you? You go to a hardcore show and you know exactly what to expect. You know what the bands will sound like and you know what their lyrics will be about, even though you've never even heard the bands before. Does this really bother you? It should...because if hardcore is predictable and there are no surprises, then how is it different than mainstream rock?

The hardcore scene has always been this way to a certain extent. There are always a small percentage of bands that are doing something interesting, and the vast majority are just followers with no real ideas. The same can be said for any genre of music, whether it's rock, jazz, metal, hip hop, or any other style. Often, the innovators never get the attention they deserve and frequently end up being forgotten by most people. ABSOLUTION is a perfect example of this kind of band.

Formed in early 1987 in New York City, ABSOLUTION was made up of a diverse group of individuals. Guitarist Gavin Van Vlack had previously played in SIDE BY SIDE, although he left before they recorded their 7?. Bassist Alan Peters had played on AGNOSTIC FRONT's "Liberty and Justice For..." LP. Bronx-born vocalist Djinji Brown was the son of respected jazz alto saxophonist Marion Brown. Drummer Greg Johnston was originally from the midwest.

ABSOLUTION began playing shows and recorded some demos at Don Fury's studio. They immediately attracted attention with their unique sound. While nearly every other NYHC band at that time was playing "youth crew" style hardcore (ex. YOUTH OF TODAY, BOLD) or was adding lots of metal to their sound and going "crossover" (ex. CRO-MAGS, AGNOSTIC FRONT), ABSOLUTION was unique. Anchored by the strong rhythm section of Alan and Greg, Gavin had plenty of room to develop an original style of guitar playing. Adding a higher level of technicality than most hardcore bands, without being too "metal," Gavin's style included unusual chords and arpeggiations, adding a different twist to the usual NYHC sound.

But ABSOLUTION's most unique quality was Djinji's voice. While other African-American's had provided vocals for hardcore bands such as YDI, WHIPPING BOY, and others, few of the vocalists sounded "black." Even the better vocalists, such as H.R. of BAD BRAINS and Sean Brown (SWIZ and early DAG NASTY), rarely sounded "black." Djinji's more soulful singing and hip hop influenced delivery were much "blacker" sounding than any other hardcore vocalists, and were a huge contrast to the often sound-alike vocal style heard in hardcore. Lyrically, ABSOLUTION's lyrics were more thought provoking than the typical "stabbed in the back" or "tough guy" lyrics so prevalent at that time, hitting on topics as diverse as self awareness, urban squalor, and the hardcore scene itself.

Live, ABSOLUTION was at their best. Djinji's athletic stage presence was reminiscent of a young H.R. Gavin's intimidating presence was suitably threatening, and the memorably tattooed Alan also provided a striking stage presence. Musically they created an energetic, powerful sound, led by Djinji's soaring vocals, free of hardcore's clichés.

Playing CBGB's, as well as the other NY venues of that time (The Pyramid, Rapp Arts Center, Lismar Lounge), and the Tompkins Square Bandshell (scene of the Tompkins Square Park riot), and occasional out of town shows in Boston and Washington D.C., ABSOLUTION became one of the most highly regarded NYHC bands in 1988. By the end of that year, ABSOLUTION seemed to be on their way to becoming one of the biggest bands in the hardcore scene.

Their song "Never Ending Game" led off the "New Breed" cassette compilation (which included many of the best newer NYHC bands of that time, such as RAW DEAL and BREAKDOWN) that was released by Freddy Alva (who later had the short-lived, but important, Wardance Records) and Chaka Malik Harris. They also recorded tracks for a 7" on Dave Stein's Combined Effort Records and for a compilation on Vermiform/Combined Effort Records. With Jerry Williams (best known for his work with BAD BRAINS and for running legendary NYC studio/practice space/hangout spot 171 A) as engineer, things looked good for ABSOLUTION. They even played a huge "Rock Against Racism" show in Central Park, headlined by the then-huge LIVING COLOUR.

But then everything went wrong. The 7inch was disappointing. While not actually "bad," it didn't live up to ABSOLUTION's potential. The recording was bottom heavy and robbed the band of it's subtle nuances, in some ways similar to how UNDERDOG's "The Vanishing Point" was sonically disappointing. Even worse, Djinji's vocals sounded terrible, coming off as far too "metal," somewhat annoying, and lacking the unique sound that was ABSOLUTION's best quality.
Shortly afterward, Alan quit and later joined CRAWLPAPPY. He was replaced on bass by Sergio Vega (formerly of COLLAPSE). Johnston also left, and was replaced by another ex-member of COLLAPSE, John Kricksiun (who had also drummed for LIFE'S BLOOD). The new lineup played two shows before a major disagreement between past and present band members caused Gavin to break up the band. The Vermiform/Combined Effort 7? compilation (which also included NAUSEA, LIFE'S BLOOD, and BORN AGAINST) came out after their breakup, and included what is generally considered ABSOLUTION's best song, the unforgettable "Dead and Gone".

After the breakup, Sergio joined QUICKSAND. Djinji went on to a solo career recording several albums of world music influenced hip hop. Gavin and John formed BURN with ex-PRESSURE RELEASE bassist Alex Napack and their old friend Chaka Malik Harris. John left after a few shows and was replaced by ex-BEYOND drummer Alan Cage. With Gavin's signature guitar style and Chaka's vocals (which were reminiscent at times of Djinji's), BURN built on the framework that ABSOLUTION began and became one of the best early 90?s hardcore bands before breaking up in the mid-90?s. Gavin played in DIE 116 (with ex-members of RORSCHACH) and PRY, Chaka formed ORANGE 9mm, and Alan joined QUICKSAND, before reunited as BURN with new members Manny Carrero and Vic DiCara (ex-INSIDE OUT, 108, etc.).

Since they had only recorded demos, a 7inch, and appeared on compilations, all of which went out of print in a short time, ABSOLUTION was only heard by a few thousand people. After their breakup a whole new generation of hardcore kids came along, none of whom had even heard of ABSOLUTION. But ABSOLUTION's influence was huge. The numerous ?post-hardcore? bands of the 90?s all owed a huge debt to ABSOLUTION, who were one of the main inspirations for that entire subgenre. Bands like QUICKSAND, STILLSUIT, GLASSJAW, and countless others were playing a style pioneered by ABSOLUTION, although few of these bands were able to come even close to reaching ABSOLUTION's level of inventiveness and creativity.

Finally, in 1997, Temperance Records released the entire ABSOLUTION discography on CD. Including all demo tracks and compilation tracks and the 7inch, the discography also included many live tracks, even a cover of the ANTIDOTE classic, "Something Must Be Done." Finally, long lost songs like "Blessed with Awareness," "Take Control," and the great "I Am" could be heard again.

During their short, turbulent two year history, ABSOLUTION created some of the best and most innovative hardcore ever written. Besides their natural talent and creativity, they did this by doing exactly what they wanted to do, and ignoring all trends, expectations, and clichés. By doing this, they created something unique, that sounds just as good as it did fifteen years ago when ABSOLUTION was still together. Unlike many of their peers, who sound hopelessly generic to modern listeners, ABSOLUTION's music still stands out as something special.

ABSOLUTION were individuals; following no one and refusing to be just another face in the crowd. Isn't that what hardcore is supposed to be all about?

Wednesday, January 26, 2011

Thug X Life

Chcialbym wierzyc, ze to co sie dzieje w Polsce to poczatek czegos wyjatkowego. Powiedzmy sobie wprost - the core przybiera forme, ktora cieszy moze nawet bardziej niz przez kilka ostatnich lat. Nigdy nie bylo u nas biednie ale nie zawsze bylo specjalnie kolorowo. W moich oczach od 2009 nabieramy szybkosci, moze troche sie dzieje i jest nieco intensywniej. Oczywiscie pewnie to troche subiektywna ocena oparta tym co wiedze tu i tam ale pojawilo sie kilka nowych zespolow, ktore robia swoje rzeczy na dobrym poziomie i to z cala pewnoscia daje mi nadzieje, ze moze byc tylko lepiej.

Thug X Life. Serio nie wiedzialem co myslec slyszac pierwszy raz ta nazwe. Przez glowe przechodzily mi wizerunki zalosnych fot rollercostera pewnej chamerykanskiej wytworni, ktora lubuje sie we wscieklych, wytatuowach mordach kreatorow topornych dzwiekow. Na szczescie tutaj jest zupelnie inaczej.


Malik: przekonajcie mnie, ze to dobra nazwa na zespol, ktory wcale nie planuje grac topornego moszkora rodem z 7th Dagger Recs.
Wilk: Wiesz co, może w to wcale nie jest dobra nazwa? Przede wszystkim wyłamuje się trochę ze schematu wg którego nazywane są kapele old schoolowe, co mi się zajebiście podoba. Ona niesie ze sobą cały ten pakunek emocji związanych z 2paciem ale to nie szkodzi, bo my byśmy chcieli być czymś więcej niż tylko nazwą. Z drugiej strony to nawet fajne uczucie usłyszeć "ale mnie chłopaki zdziwili" albo "bałem się tego zespołu ale miłe mordy mnie przekonały" czy cokolwiek w ten klimat. Oznacza to, że jednak ludzie starają się słuchać tego co mamy do powiedzenia i naszej muzyki.

Kim jest wiec thug x life?
Jesteśmy grupką uśmiechniętych gości, którzy jakiś czas temu zakochali się w hardcorze i straight edge.

Co spowodowalo, ze podlaczyliscie gity do wzmaczniaczy?
Proces chyba dość naturalny. Zrobienie zespołu to najczęstsze marzenie zbuntowanego nastolatka. U nas mechanizm był ten sam, tylko że trwało to po prostu trochę dłużej. A trochę bardziej szczegółowo wyglądało to tak że byłem na jednej albo dwóch próbach aspirując na wokalistę One Kind Word, jednak Wera lepiej się sprawdziła. To dało mi kopa żeby zakładać nowy zespół. Ktoś dał mi kontakt do Siwego z którym znaliśmy się z widzenia i po kilku perypetiach powstało TxL w obecnej formie. Składu dopełnili Rumcajs i Jerry z OKW.

Poznan straight edge - to brzmi znajomo. Czy muzyczne tradycje Waszego miasta maja tu I teraz jakies znaczenie?
Mają i to bardzo ale chyba raczej dla naszych odbiorców i to tych o dłuższym stażu. My jesteśmy świadomi tego co się działo w Poznaniu i Wielkopolsce ale niestety nie zdążyliśmy się na to załapać. Siwy zna blisko całą tą starą ekipę, a ja miałem okazję pracować z Piotrkiem z Cymeona, który chętnie wpadł na nasz koncert i nas wspiera. Jednak ,starając się być obiektywnym, to ta scena raczej się nie starzeje, nadal tworzą ją dzieciaki tak jak to było kiedyś i niestety w ten sposób ta historia się zaciera. Po starych załogach nie zostało dużo materiału, często jest słabej jakości, ciężki do zdobycia. Nie mniej jednak, "Poznań straight edge" to nie lada wyzwanie i wysoko postawiona poprzeczka, którą bardzo trudno będzie przeskoczyć.

Co przyciaga mlodego czlowieka teraz do hc? Co w nim go tez utrzymuje?
Czy hardcore teraz jest gorszy niż ten 15-20-25 lat temu? Nie wiem, nie byłem tam. Dla mnie to jest świetna alternatywa dla rzeczywistości która nas otacza. To przyciąga młodzież tak samo jak lata temu. W towarzystwie tej muzyki, tekstów, koncertów i ludzi którzy tworzą to zjawisko układa się w głowie. Przytoczę sytuację z którą się kiedyś spotkałem wracając ze koncertu. Weszliśmy większą grupką do supermarketu, gdzie od razu przykleił się do nas ochroniarz. Przy kasach powiedziałem do niego "Spokojnie, kieszenie mamy puste" a on odparł "Wiem, hardcorowcy to zawsze porządni ludzie. Chciałem tylko powiedzieć cześć". I to jest właśnie zajebiste! Ciesze się z takiej opini, scena składa się z dobrych ludzi, pokazuje dobrze wzorce w świecie który w którym jest pełno syfu.

Polski core z zakompleksionego pudelka zmienia sie szybko w mlodego wilka. Co wg Was mozna robic, zeby ta przemiana miala jeszcze wieksza sile I zeby nie obumarla gdzies pod plotem?
Przede wszystkim trzeba pokazywać, że polskie kapele są równie dobre co te zagraniczne, a często nawet lepsze. Chociaż z tą kwestią jest coraz lepiej. Coraz więcej ludzi lubi rodzime kapele, organizuje im koncerty i na nie przychodzi. Oby tak pozostało! Poza tym trzeba być otwartym na młodych którzy przychodzą na koncerty. To oni są najważniejsi bo oczywiste jest to ze tych starszych jest coraz mniej. Zawsze mnie cieszy widok kogoś nowego na gigach, chętnie z nimi rozmawiam i zachęcam do przyjścia na następny. Trzeba podkręcać ten ich zapał bo dzięki niemu będzie im się chciało jeździć na gigi, pisać ziny, organizować zespoły czy inne akcje społeczne.

Co planuje thug x life w 2011?
My nie działamy wg konkretnego planu i słabo u nas z organizacją kalendarza ale na pewno chcemy robić nowe kawałki i grać dużo koncertów. W najbliższych miesiącach na pewno skupimy się na tym. Reszta potoczy się sama.
Dzięki za wywiad.
Wilk

Sunday, December 19, 2010

Cause For Alarm



Jesli mam wymienic 5 powodow, dla ktorych hardcore stal sie dal mnie czyms na tyle wyjatkowym by zawladnac moim mlodocianym zyciem to bez watpienia jednym z nich bedzie ta plyta. Cause For Alarm wypchal mnie poza metal i pokazal, ze hardcore (zwany jeszcze w tej wersji crossover) potrafi miec thrash'owa szybkosc, agresje i do tego odrobine punk'owego polotu. A punk siedzial mi gdzies w glowie od najmlodszych lat. Po osiedlu chodzilo ich kilku a moja okolica szczycila sie dosc legendarna jak na tamte czasy zaloga. Te punki mnie intrygowaly. Nie mniej niz lokalni skini... Ale ja osiadlem na moment w metalu i koniec lat 80tych spedzilem na sluchaniu glownie thrashu. Jego zrodla to bylo glownie radio i kasety starszych kolegow. Czasem tzw "przegrywalnie" czyli naturalnie nielegal, ktorym trudnilo sie kilka sklepow tu i tam - przynosiles swoje kasety, byla lista co mogles sobie zazyczyc i placiles pare tysiecy, zeby tydzien pozniej wrzucic tasme do swojej (w moim wypadku) Wilgi czy Kasprzaka i sie jarales. Wracajac jednak do wspomnianej plyty - o AF slyszalem z roznych zinow, bylo tez kilka polskich hord bardziej z metalowo/grindowej sceny, ktore o nich mowily (Slashing Death dla przykladu). Moja stycznosc z nimi jednak to wlasnie ta plyta. Nagralem ja na tasme z radia i sluchalem religijnie przez wiele, wiele nastepnych tygodni. Nie powiem, ze nie dostawalem po uszach od kilku moich kumpli wszarzy. Dla nich wokal na pewno byl homo i calosc nie pasowala w kanony metalu, ktore obowiazywaly u mnie na osiedlu. A ja se sluchalem....
...i slucham do dzisiaj. To moja ulubiona plyta AF. Sentyment? Na pewno po trosze. Ale power jest. Jak skurczybyk.
Te video pokazuje wyjatkowy czas dla tego zespolu i generalnie nowojorskiej sceny. W tym czasie wlasnie rozpoczynal sie zloty wiek dla NY hardcore i rodzily sie zespoly, ktore zmienily historie.

Thursday, December 16, 2010

Get out of cage!

Nasz drogi przyjaciel i pit-ruler, Dziki, przyszykowal dla nas taki oto flyer. Stary, dobry, chamski klimat a z jakim smakiem wysmarowany. Wiecej detali na FB. Salut.

Saturday, December 11, 2010

Jak brat

Kajtek jest czescia wschodniej sceny od bardzo wielu lat. Tak wielu, ze dla czesci z tych, ktorzy przychodza na nasze koncerty data urodzin zbiega sie z datami pierwszych koncertow tego jegomoscia. Byl czescia takich zespolow Neurastenia, Nowa Droga, Crucial Times, Feel Like Shit, Unsilent i Sunrise (jesli nie znasz ktorejs z tych nazw to wskakuj w trampki i do starszego kolegi... przetrzep jego stilonki* i pudelka z zinami. Poczytaj. Jest o czym). Kajto ma zlote serducho (po prawej stronie) a miloscia i pasja do core'a nie przestaje mnie zadziwiac. Jesli widziales go na scenie to wiesz, ze to maszyna wojenna.
Znam go od kiedy pamietam i przyjazn ta cenie sobie jak nic innego. Jest mi jak rodzina. Dzis obchodzi swoje urodziny. Niby nic takiego ale wykorzystam okazje, zeby przelac tu swoja milosc - wszystkiego co najlepsze. Oby sil Ci nie brakowalo w niczym do czego dazysz.

*stilonka - kaseta, ktorej powszechnie uzywalismy za dzieciaka nagrywajac na nie swoje i nie swoje zespoliki.

Wednesday, December 01, 2010

Get on, get on


To flyer na ich londynski gig autorstwa Slip-Kotka

Naturalnie, ze Searching For The Light jest bardzo dobry. I jego najlepsza wersja wg znalazla sie na Together 7". Ale czy to jedyny dobry kawalek Supertouch jak wielu twierdzi? Zdecydowanie nie. Od demoskow, live setow, przez singla i LP do ostatniego opublikowanego Better - wchodzi mi prawie wszystko. Ma to elegancki, rokujacy klimat i podoba mi sie, ze od dnia pierwszego robili wszystko po swojemu. Troche pod prad.

Widzialem Supertouch podczas ich trasy prawie 20 lat temu i pamietam podniecenie i swietna zabawe. Pamietam, ze przy Searching For The Light mialem dreszcze....

Da'Touch wraca z nowym singlem i euro-trasa. Zobacze ich przynajmniej 2 razy i nie kryje, ze bardzo mnie to cieszy.
Lost My Way wychodzi w Reaper Rec i szczerze moge powiedziec, ze to ich najlepiej brzmiace nagrania. Nowojorski rock. Wybierz sie do Katowic w styczniu. Pogibamy sie razem spiewajac I've been drinking all night...

Friday, November 26, 2010

Hard as Nails

pikczer by Lady Gagan

Jak bardzo znajome jest Ci uczucie kiedy jestes na koncercie i masz wrazenie, ze cos tu nie gra? Niby wszystko jest - dostatecznie dobry zespol, calkiem sporo ludzi i fajna sala... Jednak brakuje tego elementu, ktory sprawia, ze gig spokojnie mozesz nazwac zajebistym.
Idac na koncert Nails i Rise & Fall kilka dni temu tak wlasnie sie czulem.
Powody moga byc rozne. Nie bede ich tu specjalnie wyliczal i rozkladal na czesci pierwsze. Skupie sie na prostej obserwacji: "czekamy na mosz. Inaczej nie wiem co mam robic". Nowoczesny , przecietny Dzony the Kore nie specjalnie ma pomysl na swoja partycypacje w muzyczny wieczor bo nikt mu nie powiedzial, ze jak nie ma zwolnienia, przy ktorym mozesz machnac reka i podniesc noge do wysokosci jajek swojego kolegi, to inne zachowania tez sa mozliwe. Co wiecej - wskazane.
Stajac w tyle sali i patrzac jak Harms Way probuje przeniesc mnie w czasie grajac swoj srednio atrakcyjny metal z na wskros przewidywalnymi breakdownami myslalem, ze dzieciaki oszaleja do kazdego zespolu. HW gra ten belgijski metalcore made in usa i widze akcje. Jest balet.
Wchodzi Nails. Super szybki, grindujacy i brudny hc. Styl Napalm Death z Suffer The Children powiedzmy. Do tego jakis rodzaj przemocy, ktory splywal ze sceny mial sie nijak do tego co odczuwal i chyba oczekiwal wspomniany Dzony. Dzony bowiem stoi wryty i niby mu sie podoba ale za cholere nie wie jak to przeniesc w ramy tego do czego jest przyzwyczajony. Patrzy wkolo zaklopotany. Naturalnie 4 metry od sceny bo "moze jednak ktos zdecyduje zaakcentowac swoja obecnosc przelatujac pod scena 2 razy". 90% z tej publiki nie slyszala nigdy Napalm Death. O Repulsion czy Terrorizer nie wspomne. Sytuacje ratuje jakis metalowiec, ktory dzielnie macha lbem i Dance Floor Dziki w swoim slodkim kapturze Quicksand. Dzik znany jest z tego, ze doslownie pierdoli konwenanse. Ma styl i za to go lubie. [Nails jest bardzo dobry. Graja we trzech chlopa i kazdy z nich na swoj sposob jest freakiem. Mr. Jones na gicie i woksie wyglada jak wkurwiona swinia. Ma to urok. Basista ma styl paralityka oderwanego od rzeczywistosci a perkman tez na swoje planecie ze otepionym, wrytym w jeden punkt wzrokiem. Calosc budzila niepokoj, ktory calkiem mi sie spodobal.]
Nastepny Rise & Fall i wcale nie jest lepiej. Dzony nie podchodzi blizej. Ma watpliwosci. "Czy nie zrobie z siebie idioty? Czy wypada byc blizej sceny?". R&F gra cos starszego wiec Dzony bierze przyklad od bardziej odwaznego Stiwa i obaj ruszaja pod scene. Spotykaja tam jeszcze 3 kolegow i wszyscy razem dzielnie reprezentuja modern mosz przez 38 sekund zwolnienia. Zaraz po tym zapitalaja na wygrzane wczesniej miejsca i obserwuja dalej. A po pustym kole o srednicy sceny dalej wieje wiatr... Nastepny starszy kawalek i drugi zryw. Kolejne 25 sekund akcji i wracamy do szeregu na tyle. I tak juz zostaje do konca setu. [R&F zagralo na swoim, wysokim poziomie. To horda, ktora uwielbiam ogladac na zywo bo udaje im sie stworzyc klimat na scenie. Swoje transowe kawalki odgrywaja kapitalnie i wizualnie tez wychodzi to pierwsza klasa. Nowy utwor zapowiada mocna nowa plyte.]
Wniosek - nie lubimy sie wyrozniac. Dzony tym bardziej ma z tym problem. Mysli sobie, ze hc to tylko to co widzi u kolegi Stiwa i wszystko inne traktuje troche jak tabu. Jest ramka i najlepiej w niej zostac. Ruszyc czerepem i wniesc od siebie to ryzyko, ktore Dzony ponosic nie chce bo moze sie okazac, ze koledzy wyleja na niego kublo sciekow za bycie kreatywnym odmiencem. Czy to w tym jak sie ubierze, czy poslucha, czy zatanczy, czy powie. Wiec Dzony jest udupiony po calej linii. Pozostaje mu tylko stac w miejscu i czekac, az mu sie ten hc znudzi i rzuci tym w cholere bo ilez mozna egzystowac w rameczkach atualnie obowiazujacych smutkow. Przykry to zywot musicie przyznac.